09/07/2025
Poza kosztorysowaniem, jako syn i ojciec historyków, zajmuję się w wolnych chwilach historią rodzinną. Parę dni temu znalazłem na Fotopolska.eu zdjęcie budynku przy Kieleckiej 3 (współcześnie, dawniej Dąbrowskiego) w Warszawie z 1951 roku.
Budynek jeszcze nie miał wykończonej drogi dojazdowej. Ogródki na parterze nie były ogrodzone. Przeżyłem szok, gdy na zdjęciu zobaczyłem moją babcię, Władysławę Żuchowicz. Czego wypatrywała, nigdy się nie dowiem. Może czekała na męża, jak wróci z pracy, lub na syna, jak wróci z uczelni. W tym momencie miała 57 lat.
Jak mówiła, przeżyła dwie wojny i rewolucję 1905 roku. Pochodziła z wielodzietnej rodziny - miała sześć sióstr i brata. Mieszkała na Woli na ulicy Górczewskiej w tzw. domu Wawelberga. Długo była starą panną. Jako jedyna z sióstr zdobyła za to zawód. Została krawcową. Szwagier Babci w 1924 roku pracował z moim dziadkiem Bronisławem w
warsztatach kolejowych. Pewnego dnia zagadnął: A ty Bronek to się nie żenisz? Mam dla ciebie propozycje, zapoznam cię z moją szwagierką. I tak się poznali. Ślub odbył się w 1924 roku. Babcia urodziła dwóch synów. Mieli dużo szczęścia w czasie wojny. Podczas powstania, choć mieszkanie przepadło, trafiła z Woli do obozu przejściowego w Pruszkowie. W Pruszkowie też u swojej siostrzenicy w Pruszkowie, która prowadziła knajpę, doczekali końca wojny. W 1948 roku dziadek jako przodownik dostał mieszkanie przy Kieleckiej 3. Tam się też urodziłem, ale to inna historia.