30/10/2021
No tak właśnie to widzę.
Czy zielona energia, pochodząc/ z instalacji prosumenckich jest gorsza od wyprodukowanego przez państwowe spółki energetyczne z rakotwórczego węgla?
Oczywiście, że tak.
Przyglądając się trwającym pracom legislacyjnym dotyczącym zasad rozliczania energii pochodzącej z instalacji fotowoltaicznych można dojść jedynie do właśnie takiego wniosku. I będzie to logiczne rozumowanie.
A wiecie dlaczego?
Oto zdaniem Ireneusza Zyski, pełnomocnika rządu ds. cyt.: "Sieć elektroenergetyczna ma ograniczoną elastyczność. Nie może być magazynem dla coraz większej liczby prosumentów. Niepodjęcie zmian może prowadzić do katastrofy"(więcej: https://cutt.ly/YRHISqh).
Ta „zagrażająca” wielkość mocy z instalacji prosumenckich wynosi obecnie 3,3 GW stanowiąc 75% całego zainstalowanego potencjału fotowoltaicznego Polski (więcej: https://cutt.ly/wRHIgg6).
Czyli czarną robotę inwestycyjno - instalacyjną odwalili Kowalscy i Nowakowie (i nadal chcą to robić), ale korzyści będą mieć tylko i wyłącznie jełopy z . Kasę wydaliście Wy, ale zyski będą zasilać spółki skarbu państwa, wszystkich tych Tchorzewskich, Pilitowskich, Czerwińskich czy innych Sasinów.
Nie wierzycie?
No to co powiecie na to: do tej samej sieci do końca 2030 roku ma trafić energia z planowanych o mocy ok. 12 GW przez… spółki PGW, ENEA, Tauron oraz Grupę Orlen. Będzie ona, wspomniana energia, pochodzić głównie z fotowoltaiki i wiatraków. Czyli jakby katastrofa, tylko czterokrotnie większa. Jedyna różnica jest taka, że uparty pan od nazywa się Marcin Mizgalski a pani od wiatraków Grupa PGE jak?
Morawiecka.
Skracając:
a) 3 GW od - zagraża.
b) 12 GW od - jest w sam raz.
Jaka zatem jest w tym wszystkim logika i jaki takie rozumowanie się nazywa?
To bardzo proste: to nie o bezpieczeństwo sieci energetycznej chodzi. To od ponad 9-ciu już lat pilnowania przez nas energetyki w Parlamencie chodzi wciąż o to samo: o bezpieczeństwo finansowe sieci partyjno-kolesiowo-korporacyjnej.
A takie rozumowanie nazywa się: