30/10/2024
Już za kilka dni wybory w Stanach. Może warto przypomnieć?
Wstrzymaliście oddech czekając na wyniki wyborów w USA?
To chyba jedyny na świecie przypadek, w którym urzędujący Prezydent oświadczył przed wyborami, że w przypadku gdyby przegrał wybory – to będą z całą pewnością sfałszowane. Wybory przegrał – więc zgodnie z obietnicą, uznał je za sfałszowane. Trzeba przyznać – dotrzymuje obietnic. Pana Trumpa jednak zbyjemy milczeniem.
W zamian przyjrzyjmy się dziwacznej ordynacji. W USA w wyborach powszechnych nie wybiera się bowiem prezydenta, tylko elektorów, którzy potem wybierają prezydenta. Elektorów jest w sumie tylu, ilu łącznie jest senatorów i kongresmenów plus trzech. Ich ilość jest proporcjonalna do ilości mieszkańców w poszczególnych stanach. Zasada jest prosta – wszyscy stanowi elektorzy mają obowiązek zagłosowania na tego kandydata, który w danym stanie zyskał większość (zasada „zwycięzca bierze wszystko”). Ale by nie było za prosto – zasada ta nie dotyczy dwóch stanów : Nebraska i Maine, gdzie jedynie po dwóch elektorów senatorskich tak głosuje, Ci przypisani do miejsc w kongresie głosują tak, jak wyborcy w ich okręgach a nie w całym stanie.
Skomplikujmy to jeszcze. Elektorzy wskazywani są przez partię wygrywającą w danym stanie i składają przysięgę, że zagłosują tak, jak partia którą reprezentują. Ale zdarzyło się w historii 71 tzw. „wiarołomnych elektorów” (faithless elector), Którzy zagłosowali wbrew przysiędze. Nigdy jednak nie wpłynęło to na wynik wyborów. Są też cztery stany, które zadeklarowały, że będą wskazywać takich elektorów, którzy oddadzą głos nie tak jak chcą wyborcy tych właśnie stanów, tylko zgodnie z ilością głosów w całym USA. Nigdy jednak nie sprawdzono, czy tak faktycznie będzie, bo to stany demokratyczne, a od czasu tej deklaracji zawsze (licząc głosy całego USA) wygrywał demokratyczny kandydat, co oczywiście nie przekładało się zawsze na zwycięstwo w wyborach. Czy rozumiecie Państwo więc dlaczego tego dziwacznego systemu bronią jak niepodległości Republikanie? Gdyby nie elektorzy – Republikanie od dawna nie mieliby swojego Prezydenta.
Skąd wziął się taki system? Pomysł powstał w 1787 roku. Początkowo wyboru miał dokonać kongres, a system elektorski to kompromis między wyborem „partyjnym” a głosem ludu. A dlaczego nie głos ludu?
Przypomnijmy, w 1787 roku czarni nie mieli prawa głosu. Gdyby głosowanie było powszechne - południe, gdzie mieszkało znacznie więcej ludzi miałoby w sumie (po wykluczeniu czarnych) mniej do powiedzenia niż północ. Ponieważ liczba elektorów dla danego stanu uzależniona jest od ilości zamieszkujących go mieszkańców – w ramach kompromisu uznano, że każdy czarnoskóry mieszkaniec liczony będzie jako 0,7 człowieka dając w ten sposób dodatkowe głosy stanom południowym. To jednak wykluczało głosowanie powszechne.
Ostatnie wybory nie były jednak wcale ani pierwszą, ani najbardziej spektakularną walką o zmianę wyniku, nie były też pierwszymi wyborami w których padał zrzut sfałszowania.
21 lat temu do wyścigu o fotel prezydenta stanął urzędujący v-ce prezydent Al Gore i Republikanin George Bush. Al Gore wygrał w głosowaniu powszechnym, ale George Bush wygrał w 30 stanach, podczas gdy jego przeciwnik w 21. Dało to wynik 271 do 266 w głosach elektorskich na rzecz Busha.
Kluczowym dla opowieści był stan Floryda, gdzie przewaga Busha wynosiła oficjalnie tylko 537 głosów. Głównym argumentem Demokratów był fakt, że na kilka dni przed wyborami z list wyborczych skreślono ponad 50 tyś. wyborców, z których większość to zarejestrowani wyborcy demokratów. Władze Florydy tłumaczyły to „błędami technicznymi” ale nie zgodziły się na dopuszczenie tych osób do wyborów argumentując, że „prawo nie może działać wstecz”. Tyle, że te władze Florydy to niejaki Jeb Bush, prywatnie brat kandydata.
Sprawa trafiła więc do Sądu najwyższego, gdzie Republikanie mieli przewagę jednego sędziego i stosunkiem głosów 5/4 odrzucili wniosek o ponowne przeliczenie głosów w tym stanie. Al Gore mający przecież znacznie bardziej uzasadnione powody by czuć się oszukanym uznał jednak wynik.
Za 21 tygodni obchodzimy 30 urodziny Asplantu. No dobra, za 20, ale w zeszłym tygodniu pomyliliśmy cyferki.. 😉) Nadrabiamy więc 21, w przyszłym będzie 19. Uznajemy ten wynik.
Nie byłoby Asplantu gdyby nie przypadkowe spotkanie na kolacji ze striptisem w trakcie Międzynarodowych Targów Taropak w Poznaniu z sąsiadami z Jaworzna - współwłaścicielami firmy Agropak. Ostatecznie uczestnicy spotkania striptisu nie zobaczyli, ale przez pierwsze 20 lat Agropak był największym odbiorcą naszych produktów. Dziękujemy.
A jak by ktoś chciał wiedzieć kto nie przyjął 1 miliona nagrody - to zapraszamy na nasz Instagram: IG:asplant_skotniccy