20/11/2025
Zarząd Kędzierzyńsko-Kozielskiego Oddziału SITPChem 20 listopada zafundował swoim członkom i sympatykom nie lada gratkę - nietypowy pobyt na Górze Świętej Anny. Dzisiaj było patriotycznie i geologicznie. Bo wycieczka składała się z dwóch części. Pierwsza to pobyt w Muzeum Czynu Powstańczego, z brawurowym przewodnictwem pracownika Muzeum, pana Roberta Wencla; druga - to prelekcja geologiczna naszego kolegi - Teodora Beka. Na Górze Świętej Anny jest wiele innych atrakcji i pamiątek historycznych, ale o tym może innym razem.
Nasz przewodnik z pasją przeprowadził nas po ważnym i tragicznym okresie historii naszych ziem. Zwiedzanie Muzeum Czynu Powstańczego to obowiązek patriotyczny każdego Polaka, szczególnie zamieszkałego Śląsk. Powstania Śląskie, a szczególnie to trzecie, miały ogromny wpływ na przebieg granic powstałych na mocy Traktatu Wersalskiego. Pewnie Polska po I Wojnie Światowej nie miała by granic, o jakich wiemy, gdyby nie dyplomatyczne zabiegi Paderewskiego i Dmowskiego w Paryżu, a już na pewno nie miałaby Górnego Śląska, gdyby nie Czyn Powstańczy, którego areną najkrwawszych zmagań była Góra Świętej Anny i Kędzierzyn właśnie. Niestety te akurat tereny pozostały w granicach Niemiec, a do Polski wróciły dopiero po II wojnie. Ale przemysłowy Śląsk, który przydzielono do Polski, dał początek budowaniu uprzemysłowionej części kraju w dwudziestoleciu międzywojennym.
Muzeum zorganizowane zostało przez Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu jako jego wyspecjalizowany oddział, z fundacji społeczeństwa Opolszczyzny. Uroczyste otwarcie placówki miało miejsce w dniu 19 lipca 1964 r. Pierwotnie zlokalizowane w innym miejscu, zostało ostatecznie ulokowane, po przeprowadzeniu remontu generalnego i rozbudowy – w „Domu Polskim” (zwanym również „Domem Pod Chełmskim Wierchem”) położonym w lesie na stoku pomiędzy Leśnicą a Górą św. Anny. Dom Polski był polskim centrum kulturalnym Ślązaków.
Kiedy w Paryżu, po zakończeniu I Wojny Światowej rozstrzygały się losy granic, ustalono, że istotnym kryterium przynależności Śląska do poszczególnych krajów ma być plebiscyt, który określi liczebność ludności mówiącej po polsku czy niemiecku. Niestety, tereny te administrowane były przez Niemców, którzy też byli właścicielami fabryk, kopalń, majątków ziemskich, co nie pozostało bez wpływu na przygotowania do plebiscytu, który nie wypadł tak, jak oczekiwali Ślązacy. Uznali oni, że - mimo wysiłków polskich działaczy i polityków - na wynik wpłynęły praktyki nieuczciwe, wymuszenia, zastraszenia, ściąganie ludności, itd. Tereny te jednak zamieszkiwali w większości ludzie mówiący po polsku, nastawieni patriotycznie. Ludzie, dla których patriotyzm wyrażany po polsku oznaczał kulturę pracy, katolicyzm i rodzinę. Dlatego doszło do organizowania się początkowo w małe oddziały, a to przerodziło się w zorganizowane powstanie zbrojne, w wyniku którego zginęło 1700 powstańców i 1550 Niemców. Tu trzeba zaznaczyć, że powstańcy nie byli wyszkolonymi żołnierzami, jak Niemcy i mimo, że ostatecznie powstanie zakończyło się jako akt zbrojny porażką, to nie da się nie docenić jego wpływu na ostateczny bieg granic. Ponadto powstańcy byli nie tylko heroiczni, ale mieli sukcesy w bitwach i potyczkach, jak choćby akcja dywersyjna na mostach na Odrze w Kędzierzynie, uznana za najskuteczniejszą akcję dywersyjną na świecie, tak przynajmniej wykładają na West Point.
Areną najkrwawszych zmagań tego powstania były Góra Świętej Anny, która stała się symbolem tego powstania, a także Kędzierzyn. To one leżały na tzw. linii Korfantego, czyli granicy, jakiej w Paryżu domagali się Paderewski i Dmowski. Fotografie poniżej przedstawiają na mapach, jak się kształtowały oczekiwania stron, a jak ostatecznie uznano w Traktach Wersalskich.
Kiedy w 1922 r Liga Ambasadorów ustaliła w Wersalu ostateczny przebieg granic na ziemiach śląskich, na powitanie polskiego wojska, które nastąpiło 20 czerwca, już w obrębie państwa polskiego, budowano bramy powitalne w wielu miastach i miasteczkach śląskich. Z tego okresu pochodzą też sztandar i tablica deklaracji patriotycznej, widoczne na fotografiach poniżej. Dla przypomnienia: Znak Rodła przedstawia bieg Wisły, a wyróżnione miejsce na dole Znaku to lokalizacja miasta Kraków.
Warto też dodać, że powstańców wspierali Francuzi, byli też nasi górale, walczyli marynarze. Niemców niestety Anglicy (bradziej politycznie) i Włosi. Jedna z fotografii pokazuje jak na przestrzeni dziejów ziemie śląskie przechodziły pod różne panowania, co tłumaczy wielonarodowość i wielokulturowść regionu. W okresach popiastowskich jednakże władali Śląskiem również książęta będący dziećmi polsko czeskich, austriackich i niemieckich mariaży dynastycznych. Ale na początku byli książęta piastowscy. W języku śląskim, pięknym zresztą, czuje się wpływ wielonarodowościowy, z elementami mowy trochę polskiej, trochę niemieckiej, ale też czeskiej, co nadaje mu taki unikatowy charakter.
I tak przechodzimy do drugiej części spotkania, poświęconej innej historii - powstania Ziemi, a na jej tle - jak doszło do powstania góry, zwanej dzisiaj Górą Świętej Anny, a przez niektórych Anaberg.
Tak więc druga część wizyty odbyła się w Zajeździe Góra Św Anny, gdzie nasz niezastąpiony Kolega Teodor Bek opowiedział historię kaldery, bo Góra jest nieczynnym wulkanem, który wybuchł w oligocenie, gdzieś 11 mln lat temu. Tłem było powstanie i kształtowanie się kuli ziemskiej od czasów Pangei, w późnym paleozoiku. W trzeciorzędzie na Śląsku przez wiele milionów lat było czynnych wiele wulkanów, w tym na Górze Świętej Anny. Było to skutkiem ogólnoświatowych wielkich ruchów górotwórczych, w Europie zainicjowane one były napieraniem płyty afrykańskiej na europejską. W tym okresie tereny te pokrywała gruba warstwa skał kredowych i to właśnie na piaskowcach i marglach kredy spoczęła podstawa nowego wulkanu. Utworzony stożek wulkaniczny po wygaśnięciu wulkanu zapadł się, a jego otoczenie ulegało erozji przez kolejne ery. To co dzisiaj widzimy jest bazaltowym wzgórzem, bardziej odpornym na erozję niż otaczające skały wapienne, dlatego górującym nad otoczeniem. A kaldera to zapadlisko wulkaniczne, powstałe po zastygnięciu wulkanu. Trzeba dobrze znać górę, aby wiedzieć, gdzie ta kaldera jest.
Jest to wulkan typu bąblowego, o nikłym prawdopodobieństwie ponownego wybuchu, co nas, tutaj zamieszkałych, trochę pociesza.
Dla osób, które lubię jednak dreszczyk emocji polecam książkę Pawła Brola - Znak z góry.
(oprac. i foto: Izabela Turza)