04/06/2026
W Polsce już dziś płacimy za to, żeby część farm fotowoltaicznych i wiatrowych nie produkowała energii.
To nie jest teoria.
PSE regularnie wydaje polecenia ograniczenia pracy instalacji OZE w ramach tzw. redysponowania nierynkowego. Dotyczy to zarówno farm fotowoltaicznych, jak i wiatrowych. W takich przypadkach właściciele źródeł mogą występować o rekompensaty za energię, której nie wprowadzili do sieci.
I teraz najważniejsze pytanie:
skoro system elektroenergetyczny już dziś nie jest w stanie przyjąć całej energii z dużych źródeł OZE, to co stanie się z setkami tysięcy mikroinstalacji prosumenckich gdy wejdą do systemu kolejne wiatraki?
Duży gracz może dostać pieniądze za ograniczenie produkcji. A Ty prosumencie zostaniesz z meblem na dachu.
I tu dochodzimy do absurdu.
Duże farmy fotowoltaiczne i wiatrowe mogą zostać objęte redysponowaniem nierynkowym. Oznacza to, że operator poleca ograniczenie produkcji energii ze względu na bezpieczeństwo pracy systemu, a właściciel źródła może dochodzić rekompensaty za niewyprodukowaną energię.
Mówiąc wprost.
Coraz więcej projektów biznesowo opłaca się nie dlatego, że będą produkować energię, ale dlatego, że będą mogły otrzymywać wynagrodzenie za gotowość do ograniczenia produkcji.
Za te mechanizmy ostatecznie płacimy my wszyscy w rachunkach za prąd.
Kowalski kupuje instalację fotowoltaiczną za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Słyszy o darmowym prądzie, niezależności energetycznej i szybkim zwrocie inwestycji.
Natomiast bardzo rzadko słyszy, że latem Polska często nie potrzebuje już kolejnych kilowatogodzin produkowanych w południe.
Nie słyszy, że wartość energii oddawanej do sieci spada.
Nie słyszy, że przyszłość systemu będzie wymagała coraz większego sterowania źródłami rozproszonymi.
Nie słyszy również, że bez magazynu energii i wysokiej autokonsumpcji ekonomika wielu nowych instalacji wygląda zupełnie inaczej niż kilka lat temu.
Moim zdaniem brak rzetelnego informowania klientów o tych ryzykach powinien zainteresować instytucje zajmujące się ochroną konsumentów.
Dodatkowo coraz częściej spotykam instalacje wykonane z produktów posiadających niekompletną dokumentację, błędne deklaracje zgodności, nieprawidłowe oznakowanie lub braki formalne związane z legalnym wprowadzeniem produktu do obrotu.
Jeżeli więc ktoś ma na dachu instalację, która nie przynosi deklarowanych korzyści ekonomicznych, a dodatkowo zastosowane produkty lub sposób sprzedaży budzą wątpliwości prawne, warto przeprowadzić niezależną analizę dokumentacji i okoliczności zawarcia umowy.
W wielu przypadkach konsumenci mają znacznie więcej praw, niż sądzą.
I warto działać szybko.
Bo za kilka lat może się okazać, że część instalacji fotowoltaicznych została sprzedana nie jako element racjonalnej transformacji energetycznej, lecz jako produkt napędzany marketingiem i oczekiwaniami, które nie miały szans się spełnić.
Transformacja energetyczna nie polega na budowie jak największej liczby paneli.
Polega na budowie systemu, który pozostaje stabilny nawet wtedy, gdy świeci słońce i wieje wiatr.
A praw fizyki nie da się wyłączyć.
https://www.linkedin.com/posts/nikong_energetyka-blackout-hiszpania-ugcPost-7322773578322444288-2GcX/?utm_source=share&utm_medium=member_ios&rcm=ACoAABhkXXsB3rft_dwOxb2xp1DzpQNKpNU3Yws
Ostrzegałem przed tym wielokrotnie. Teraz macie efekty.🔌 Blackout w Hiszpanii. Przez OZE. Przez ignorancję w temacie, czym jest utrzymanie częstotliwości 50 Hz w sieci energetycznej. Słyszeliście kiedyś jak "eksperci energetyki" absolwenci prawa, ekonomii albo ministry od energii mówią o...