28/04/2026
Dziś trochę przekornie.
Claude i jemu podobne narzędzia posiadają naprawdę imponujące możliwości - sama z nich korzystam i widzę, jak bardzo mogą przyspieszyć pracę.
Ale!
To, że dziś łatwiej zbudować agenta AI i zautomatyzować wiele zadań, nie oznacza jeszcze, że sztuczna inteligencja będzie działała dobrze w realiach kancelarii czy działu prawnego (o czym zresztą pisałam 2 tygodnie temu). Nadal trzeba wiedzieć, na jakich danych pracować, który etap procesu warto usprawnić i po czym poznać, że efekt jest faktycznie dobry. Technologia przyspiesza budowę agentów, ale nie usuwa potrzeby zrozumienia workflow, jakości danych i odpowiedzialności za wynik.
I właśnie tutaj wciąż kluczowy jest… ten mityczny human touch.
Prawnicy nie potrzebują dziś wyłącznie mocniejszego AI. Coraz częściej potrzebują kogoś, kto naprawdę rozumie realia ich pracy. Kogoś, kto potrafi usiąść z zespołem, porozmawiać, dopytać, wychwycić niuanse, zrozumieć, gdzie pojawiają się napięcia, co spowalnia pracę i które problemy warto rozwiązać jako pierwsze.
To nadal wymaga człowieka, który umie doradzić, pokierować, zadać właściwe pytania i przełożyć technologię na codzienność zespołu prawnego. Czasem wymaga po prostu spotkania przy kawie, podczas którego padają te najważniejsze informacje, których nie widać w żadnym workflow ani w żadnym promptcie.
Dlatego najlepsze wdrożenia AI nie zaczynają się od pytania: „jakie narzędzie wybrać?”, tylko od pytania: „czego naprawdę potrzebuje ten zespół prawny i co realnie utrudnia mu pracę?”.
Innymi słowy (i mówię je jako CEO firmy legaltechowej) dziś, człowiek jest nadal - a może tym bardziej, niezastąpiony w tym całym AI-owym szaleństwie, które nas otacza i nie wydaje mi się, by miało się to zmienić.