25/01/2026
Schroniska dla zwierząt nie powinny istnieć.
Byłoby lepiej, gdyby nie były potrzebne. Lepiej, gdyby ludzie potrafili kochać zwierzęta, brać za nie odpowiedzialność i opiekować się nimi do końca. Ale tak nie jest. Schroniska muszą funkcjonować przez nas –i właśnie dlatego to my powinniśmy wziąć za nie odpowiedzialność. Kiedy schronisko w Wałbrzychu zostało otwarte, w komentarzach szybko pojawił się zarzut, że to „kolejny zwykły bidul z boksami”, że najlepszym rozwiązaniem są instytucje takie jak diozy (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt), gdzie zwierzęta są lepiej zaopiekowane i mają większą swobodę. Być może tak. Ale bardzo proszę, poruszajmy się w realiach, a nie w postulatach. Nie zamienimy dziś wszystkich schronisk w diozy, Polska – przynajmniej na razie – pozostaje Polską, a system finansowania schronisk jest głęboko ułomny, co w ostatnich tygodniach dobitnie pokazuje Doda. W tym systemie ludzie potrafią zrobić z cierpienia zwierząt biznes. Schronisko w Wałbrzychu nie jest idealne. Ale nie jest też „zwykłym bidulem”. I właśnie to postaram się udowodnić w dalszej części tekstu.
Kiedy składaliśmy ofertę na opracowanie dokumentacji projektowej, nie robiliśmy tego z chęci zarobku. Prawo jest w tej kwestii bezwzględne – wygrywa najniższa oferta – więc realnie chodziło raczej o to, by nie stracić i zrobić coś dobrego, coś, co ma sens. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że nie wszyscy mieszkańcy Wałbrzycha myślą w podobny sposób. Gdy złożyliśmy wniosek o wydanie warunków zabudowy, zaczęły napływać protesty. Najbliższa zabudowa mieszkaniowa znajduje się ponad półtora kilometra od planowanego schroniska, a mimo to głównym argumentem skarżących była rzekoma utrata wartości nieruchomości znajdujących się w pobliżu. Z punktu widzenia logiki nie miało to najmniejszego sensu, ale ponownie do głosu doszły realia: polskie prawo, Samorządowe Kolegium Odwoławcze (SKO), instytucje nadzorcze i błędy proceduralne, które doprowadziły do uchylenia decyzji o warunkach zabudowy. W praktyce oznaczało to uniemożliwienie powstania nowego schroniska, a więc de facto skazanie zwierząt na dalsze życie w dramatycznych warunkach dotychczasowego obiektu. Po raz kolejny mieliśmy pieniądze, wiedzę, energię i chęć działania – i po raz kolejny sami sobie przeszkodziliśmy, myśląc wyłącznie o sobie i o własnych interesach finansowych. Co znamienne, argumenty dotyczące hałasu czy uciążliwości zapachowych – które w tym przypadku realnie nie istnieją – niemal się nie pojawiały. Osią sporu była wyłącznie hipotetyczna utrata wartości nieruchomości położonych w pobliżu przyszłego schroniska. Nasza walka o ten projekt nie ograniczała się więc do samego projektowania. Obejmowała także wszystkie procesy administracyjne wokół inwestycji – procesy, z którymi trudno dyskutować, bo często bardziej niż na poziomie prawnym powinny toczyć się na poziomie filozoficznym. Ostatecznie, po ponownym złożeniu wniosku o warunki zabudowy i po poprawnie przeprowadzonym postępowaniu administracyjnym, udało się je uzyskać i kontynuować prace projektowe.
Teraz opowiem o samej architekturze. Schronisko dla zwierząt jest jednym z najbardziej specyficznych tematów projektowych, z jakimi przyszło nam się zmierzyć. Nie jest to ani zabudowa mieszkaniowa, ani klasyczny budynek użyteczności publicznej. To typ obiektu rzadki, słabo opisany i przez długie lata pozbawiony realnych ram projektowych. Przez ponad trzydzieści lat wolnej Polski nie powstało rozporządzenie, które w sposób jednoznaczny określałoby minimalne standardy przestrzenne i funkcjonalne miejsc życia zwierząt. Dopiero w 2022 roku zaktualizowano rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie szczegółowych wymagań weterynaryjnych dla prowadzenia schronisk dla zwierząt. Trudno jednak mówić o przełomie – kilka ogólnych zapisów i myślników to raczej sygnał zainteresowania tematem niż realne narzędzie projektowe. Mimo wszystko: po latach ciszy było to cokolwiek.
W Polsce funkcjonuje dziś około dwustu schronisk dla zwierząt. Zdecydowana większość mieści się w obiektach wtórnie adaptowanych – dawnych halach, magazynach i budynkach gospodarczych – które nigdy nie były projektowane ani z myślą o zwierzętach, ani o ludziach pracujących z nimi na co dzień. Dotychczasowe schronisko w Wałbrzychu było tego modelowym przykładem.
Brak ogrzewania, kanalizacji i wentylacji, niedostatek światła dziennego, chaos funkcjonalny – w takich warunkach nawet największe zaangażowanie personelu nie było w stanie zapewnić zwierzętom godnego życia. Ta konfrontacja z rzeczywistością stała się dla nas punktem wyjścia do myślenia o projekcie nie jako o „architekturze” rozumianej formalnie, lecz jako o narzędziu realnej poprawy codzienności. Projektowanie nowego schroniska poprzedziło poznawanie realiów jego funkcjonowania. Około pięć lat temu poznaliśmy kierownika schroniska, pana Michała – osobę o ogromnej empatii wobec zwierząt, ale jednocześnie brutalnie ograniczoną przez warunki, jakimi dysponował obiekt. To doświadczenie uświadomiło nam, że w tym projekcie nie chodzi o estetykę, lecz o odpowiedzialność. Przed rozpoczęciem prac projektowych odwiedziliśmy również kilka nowo wybudowanych schronisk w Polsce. Analiza tych realizacji była zaskakująco spójna: niemal wszędzie powtarzały się te same problemy. Długie, niedoświetlone korytarze oraz rozbudowane systemy wentylacji mechanicznej, których eksploatacja przerastała możliwości finansowe administratorów. Technologie, które dobrze wyglądają na rysunkach, w rzeczywistości często przestają działać po kilku latach.
To właśnie dwie kwestie – dostęp do światła dziennego oraz naturalna wentylacja niewymagająca zużycia energii – stały się fundamentem całej koncepcji architektonicznej. Kluczowym rozwiązaniem projektu stał się trójnawowy układ korytarzy w trzech głównych budynkach schroniska. Najwyższa, środkowa nawa została przeznaczona dla ludzi – to tam poruszają się opiekunowie i wolontariusze, tam zlokalizowane są okna wpuszczające naturalne światło i umożliwiające ręczną regulację przewietrzania. Dwie niższe nawy boczne należą do zwierząt. Przy posadzce zaprojektowano otwory prowadzące do boksów zewnetrznych. Powietrze przepływa przez przestrzenie zwierzęce, stopniowo się ogrzewa, unosi ku górze i jest wyprowadzane przez architektonicznie ukształtowaną formę „komina” w najwyższej części budynku. Rozwiązując przekrój, rozwiązaliśmy jednocześnie dwa największe problemy schronisk: niedoświetlenie oraz brak skutecznej, taniej wentylacji. Tak ukształtowana bryła pozwoliła znacząco ograniczyć kubaturę ogrzewaną. To decyzja kluczowa nie tylko z punktu widzenia energetyki, ale przede wszystkim realiów funkcjonowania obiektu finansowanego ze środków publicznych. Schronisko musi być tanie w utrzymaniu – inaczej nawet najlepsza architektura bardzo szybko staje się problemem.
Każde zwierzę otrzymało zarówno boks wewnętrzny, jak i zewnętrzny, co umożliwia samodzielny wybór miejsca przebywania. Boksy zewnętrzne są zadaszone i przekryte tą samą konstrukcją więźby co zasadnicza bryła budynku, dzięki czemu całość zachowuje spójność formalną i konstrukcyjną. To rozwiązanie nie jest dodatkiem funkcjonalnym, lecz elementem filozofii projektu. Zwierzęta nie są tu „eksponatami” ani problemem do ukrycia – są pełnoprawnymi użytkownikami przestrzeni.
Zamiast jednego dużego obiektu zaprojektowaliśmy trzy niskie bryły. Okolice Wałbrzycha to krajobraz zielony i miękki – nie chcieliśmy wprowadzać w niego architektury dominującej. Schronisko miało być czytelne, ale nie monumentalne; przyjazne, a nie onieśmielające. Rozbicie programu pozwoliło również na ukształtowanie wewnętrznego dziedzińca, otoczonego pergolą, który porządkuje układ funkcjonalny i tworzy spokojną przestrzeń pomiędzy budynkami. Projektowanie schroniska okazało się pracą na styku urbanistyki, architektury i detalu. Delikatne stalowe słupy, czytelnie prowadzone instalacje, proste, lecz przemyślane rozwiązania użytkowe składają się na architekturę, która działa nie tylko na rysunku, ale przede wszystkim w codziennym użytkowaniu. Choć niektóre detale były technicznie wymagające, realizacja pokazuje, że innowacja w architekturze nie musi oznaczać skomplikowanych technologii. Czasem wystarczy uczciwie nazwać problem i odpowiedzieć na niego formą.
Na zdjęciach autorstwa Fotografia Architektury Maciej Lulko jako model wystąpił Adam – biała akita, członek grupy projektowej REWIZJA.
Parametry obiektu:
Powierzchnia użytkowa: ok. 1500 m²
Kubatura: ok. 6000 m³